Innowacje + zmiana prawa i myślenia
– Potrzebujemy i innowacyjnych rozwiązań technologicznych, i zmian w myśleniu o energetyce oraz elastycznych regulacji prawnych. Jeśli uda nam się połączyć te elementy, Polska może wejść na dobry tor efektywnej i zrównoważonej transformacji – mówi prof. dr hab. inż. Wojciech Bujalski z Instytutu Techniki Cieplnej w Warszawie.
Dominika Miensopust: Jakie nadzieje można wiązać z polską prezydencją w Unii Europejskiej w kontekście energetyki? Czy może mieć ona realny wpływ na kierunek naszej transformacji?
Wojciech Bujalski: Na pewno będzie miała wpływ, ale pytanie brzmi: jaki i kiedy? Sama prezydencja nie oddziałuje bezpośrednio na gospodarkę krajową, natomiast na unijne ustawodawstwo – już tak, a to ma kluczowe znaczenie dla naszego państwa. Wszyscy powinniśmy dążyć do racjonalnej transformacji energetycznej. Niestety, często popadamy tu w skrajności: albo uważamy, że zmiany są niepotrzebne i nieopłacalne, albo rzucamy się na głęboką wodę bez analizy konsekwencji. Prawdziwa transformacja wymaga precyzyjnego planowania i współpracy wielu sektorów.
Jak powinna wyglądać więc w wersji optymalnej?
Nie ma jednego, uniwersalnego rozwiązania. Kiedyś można było łatwo wskazać dominującą technologię, ale dzisiaj systemy są tak zintegrowane i zależne od wielu czynników, że decyzje wymagają gruntownej analizy. Należy bazować na modelowaniu, optymalizacji i analityce zamiast bezrefleksyjnie wdrażać „modne” technologie. Energetyka rozproszona, dostosowana do lokalnych warunków, może być kluczem do sukcesu. Każde miasto czy region ma inne potrzeby i potencjał, dlatego powielanie jednego schematu na całą Polskę byłoby błędem.
Mówi się, że istotnym elementem transformacji jest zaangażowanie odbiorców końcowych. Czy polskie społeczeństwo jest na to gotowe?
To bezsprzecznie kluczowe. Jednym z najbardziej efektywnych kosztowo sposobów transformacji jest zmiana sposobu użytkowania energii przez odbiorców. Inteligentne zarządzanie zużyciem może przynieść ogromne oszczędności i poprawić stabilność systemu. W krajach skandynawskich już testuje się systemy, w których ogrzewanie jest automatycznie regulowane w zależności od zapotrzebowania, a odbiorca nawet tego nie odczuwa. W Polsce mamy problem z regulacjami prawnymi ograniczającymi elastyczność systemu i niepozwalającymi na stosowanie takich mechanizmów w szerokiej skali.
Czy to oznacza, że obecne przepisy hamują rozwój energetyki?
Niestety tak. To w tej chwili chyba kluczowa bariera. Technologicznie jesteśmy gotowi na wiele innowa cji, ale system prawny nie nadąża za rzeczywistością. Potrzebujemy zmian legislacyjnych, które pozwolą na większą elastyczność w zarządzaniu ciepłem i energią. Bez nich możemy utknąć w miejscu, a koszty transformacji wzrosną. Żeby rewolucja się zadziała, musi odbywać się na wszystkich polach.
Czyli sami trochę „uśpiliśmy” tę transformację…
Jeśli pozwolimy systemom ciepłowniczym działać w sposób elastyczny, ich struktura może ulec optymalizacji, co przełoży się na obniżenie kosztów produkcji ciepła, zwiększenie konkurencyjności i atrakcyjności systemów oraz ich trwałe funkcjonowanie w ramach transformacji energetycznej. To z kolei wpłynie na redukcję kosztów dostawy wszystkich nośników energii. Jeśli nie podejmiemy działań w tym kierunku, konsekwencje będą poważne – system stanie się niefektywny ekonomicznie, co bezpośrednio odbije się na całej gospodarce.
Ceny zmieniają się bardzo dynamicznie.
Analizując dynamikę cen warto zwrócić uwagę na historyczne tendencje. Jeszcze przed kryzysem, standardem w krajach europejskich, w tym takich jak Czechy, było 25 euro za GJ, czyli około 100 zł. W Polsce ten poziom został osiągnięty szybko po kryzysie, ale wcześniej koszty były na tyle niskie, że brakowało motywacji do transformacji. Tymczasem firmy, które zainwestowały w modernizację wcześniej, dzisiaj czerpią z tego podwójne korzyści. Po pierwsze, mają już wdrożone nowoczesne rozwiązania, a po drugie, ewentualny wzrost cen ciepła będzie dla nich znacznie mniej odczuwalny.
Z kolei podmioty, które unikały inwestycji i kierowały się wyłącznie niskimi kosztami, obecnie stoją przed poważnym problemem. Ich ciepło dzisiaj już nie może być tak tanie, a brakuje im infrastruktury. Transformacja w tym przypadku będzie niezwykle trudna, ponieważ owe przedsiębiorstwa muszą teraz nadrobić zaległości w bardzo krótkim czasie, a to generuje ogromne koszty.
Jak wygląda współpraca Instytutu Techniki Cieplnej z przemysłem? Czy firmy szukają u was wsparcia w procesie transformacji?
Przez długi czas firmy nie zwracały uwagi na efektywność energetyczną, ponieważ energia była stosunkowo tania. Teraz, gdy ceny gwałtownie rosną, przemysł zaczyna dostrzegać potencjał oszczędności i coraz chętniej szuka rozwiązań pozwalających je uzyskać. Dotyczy to szczególnie odzysku ciepła odpadowego, co może być kluczowe dla optymalizacji kosztów. Instytut prowadzi wiele badań i projektów, które mogą wesprzeć przemysł w tym zakresie.
Jakie wyzwania widzi pan w kontekście kształcenia nowych kadr dla sektora energetycznego?
Niestety, zainteresowanie studiami energetycznymi spadło, ponieważ przez lata energetyka postrzegana była jako przestarzała i szkodliwa dla środowiska. Młodzi ludzie woleli informatykę i inne nowoczesne kierunki. Teraz staramy się uatrakcyjnić ofertę edukacyjną na przykład poprzez program Omnis, który obejmuje nowoczesne podejście do nauczania energetyki z naciskiem na energetykę odnawialną oraz jądrową. Wprowadzamy też dodatkowe benefity dla studentów, by zachęcić ich do wyboru tej ścieżki. Sektor potrzebuje ludzi myślących nieszablonowo, analitycznych i gotowych na wyzwania, bo przyszłość energetyki nie będzie łatwa. Liczymy, że sektor przyciągnie młodych ludzi świadomością, iż bez nowoczesnej energetyki nie da się zbudować stabilnej gospodarki.
A jakich specjalistów potrzebuje obecnie rynek? Czy są konkretne profile zawodowe, na które jest największe zapotrzebowanie?
Nie da się dziś wykształcić specjalistów w wąskiej dziedzinie już na etapie studiów, ponieważ technologie rozwijają się niezwykle dynamicznie, a każda branża wymaga coraz bardziej zaawansowanej specjalizacji w bardzo różnych kierunkach. Dlatego nie koncentrujemy się na kształceniu specjalistów od konkret nej technologii, ale dostarczamy studentom solidne podstawy, na których mogą budować dalszą ścieżkę zawodową. Przedsiębiorstwa same szkolą swoich ekspertów, natomiast potrzebują absolwentów z szeroką wiedzą, elastycznych i gotowych do nauki nowych rozwiązań. Naszym celem jest więc wykształcenie osób o wszechstronnych kompetencjach, które będą w stanie odnaleźć się w różnych sektorach energetyki.
A energetyka jądrowa?
W tym roku ponownie uruchamiamy inżynierskie studia z energetyki jądrowej i zobaczymy, jak przełoży się to na zainteresowanie wśród maturzystów. Natomiast już teraz widzimy ogromne zainteresowanie na poziomie studiów podyplomowych. O ile jeszcze kilka lat temu bywały trudności z uruchomieniem grup, o tyle teraz liczba chętnych znacząco przekracza nasze możliwości. Przez dwa lata z rzędu osiągnęliśmy 150% normy rekrutacyjnej. To pokazuje, że rynek odczuwa realną potrzebę kształcenia w tym obszarze i zapotrzebowanie na specjalistów będzie tylko rosło.
Czyli przyszłość energetyki zależy nie tylko od technologii, ale także od ludzi, którzy będą ją kształtować.
Dokładnie tak. Potrzebujemy i innowacyjnych rozwiązań technologicznych, i zmian w myśleniu o energetyce oraz elastycznych regulacji prawnych. Jeśli uda nam się połączyć te elementy, Polska może wejść na dobry tor efektywnej i zrównoważonej transformacji.
Wywiad ukazał się w magazynie Kierunek Energetyka 2/2025
Komentarze