Przyszłość gazu ziemnego? Wyboista
Zapowiadają się ciekawe czasy dla gazu ziemnego. Może nie „złota era”, jak kiedyś prognozowała Międzynarodowa Agencja Energii. Raczej pełna napięć i zawirowań… Nie wszyscy dostąpią tej świetlanej przyszłości najbardziej ekologicznego paliwa kopalnego. Polska musi znaleźć swoje miejsce na peryferiach rynku, najboleśniej dotkniętego zmianami.

Globalna przyszłość gazu ziemnego na najbliższe lata rysuje się w dość jasnych barwach. Przede wszystkim z powodu niezwykłego rozwoju technologii wydobywczych, które – wynalezione w Ameryce, gdzie od 2005 roku mamy rewolucję łupkową – pozwoliły na dotarcie do nowych zasobów i w efekcie – podwojenie wydobycia w USA. Inni, głównie Chiny, ale także Argentyna, idą śladami lidera i również sięgają po coraz trudniejsze złoża. Druga kluczowa technologia to skraplanie (zmniejsza objętość 600 razy) i transport zmrożonego gazu. Włączyła ona do światowego rynku gaz tak zwanych „odległych zasobów”.
Rynek gazu, po szokowych uderzeniach covidu i konfliktu ukraińskiego, wrócił do trendu wzrostowego – w 2024 r. wzrósł o 115 miliardów m3 (6-krotnie więcej niż roczne zużycie Polski), czyli 2,7% r/r. To znacznie lepiej niż w ostatnich latach (~2% w latach 2010-2019 i ~1% między 2019 a 2023). Najwięcej do tego trendu dodały Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja.
Transformacja energetyczna
Transformacja energetyczna była trendem do niedawna torującym drogę nowemu surowcowi i usuwającym głównego konkurenta – węgiel. O ile gaz ziemny jest dostępny w ogromnych ilościach, o tyle węgiel – w jeszcze większych. Udokumentowanych zasobów gazu świat ma na 50 lat, podczas gdy węgla – na 140 lat zużycia. Zasobów geologicznych – znacznie, znacznie więcej. W Europie węgiel skreślono politycznymi decyzjami, co my, jako kraj, odczuliśmy najpoważniej. Ale w Stanach Zjednoczonych węgiel przegrał z powodów rynkowych. Nowe technologie umożliwiły wydobycie takich ilości gazu ziemnego i po tak niskich cenach (przypomnieć warto: cztero-, a nawet 5-krotnie niższych niż te w Europie), że węgiel przestał być królem energetyki nawet w Ameryce, dysponującej gigantycznymi, bardzo łatwo dostępnymi (proszę pogooglać: „coal mountain top removal mining”) i niewiarygodnie tanimi złożami węgla kamiennego.
Jednak zielona globalna agenda została poważnie osłabiona niedawnym wycofaniem się Waszyngtonu. Nie będzie ona więc odgrywała już tak decydującej roli. No, może jedynie w Europie, która tak mocno zaangażowała się w inwestycje w OZE, że trudno będzie się z tego wycofać. Jednak nawet w najbardziej radykalnych scenariuszach transformacji jakieś energetyczne wsparcie jest konieczne dla utrzymania systemu. Tymczasem powrotu do węgla już nie będzie. Powód: koszty środowiskowe, zanieczyszczenia pyłami i czarny pijar. Z kolei blokady energii jądrowej są poważne, oparte na nieprzystawalności dzisiejszego modelu finansowego do kosztów kapitałowych tego supertechnologicznego źródła energii. Pozostaje więc tylko gaz, którego emisyjność (przypomnijmy – to niewiele mniej, bo 60% emisji z węgla) nie będzie chyba zbytnio kłuła w oczy. Gaz dla energetyki ma też ogromną zaletę – krótki czas realizacji i niskie koszty kapitałowe projektu, co jest poważnym atutem w dzisiejszym świecie, zdominowanym przez szybkie zwroty z inwestycji.
Geopolityka gazu
Jednak gazowe perspektywy na najbliższe lata nie będą spokojne. To nie czas dominacji jednego gracza, który panując nad całością, mógł ustanowić „ład wolnorynkowy” i go egzekwować. To moment ostrego starcia odmiennych strategii i ideologii. Z jednej strony będziemy mieli ciągły „kryzys klimatyczny”, w którym planeta wręcz płonie z powodu spalania paliw kopalnych. To hasło Europy, a naprzeciwko stają USA, realizujące strategię „globalnej dominacji energetycznej”. Napięcia polityczne między największymi graczami rynku gazowego nie znikną, bowiem idzie walka o rynki zbytu i dochody. Ci mniej wpływowi gracze, starający się sprytnie lawirować między gigantami, to zarówno eksporterzy (Rosja czy Iran), jak i importerzy (Chiny, Japonia, Korea). I właśnie nie transformacja, ale geopolityka będzie głównym czynnikiem decydującym o najbliższej przyszłości gazu. Najbardziej widowiskowym aktorem tego pola bitwy będzie nowy prezydent USA, który właśnie rozpoczął osłabianie zwolenników walki o ratowanie klimatu.
Do zagrożeń geopolitycznych dochodzi także wojna. Ostatnimi laty w Europie infrastruktura energetyczna, także gazowa, była celem militarnym. Obie strony wojny ukraińsko-rosyjskiej wzięły na celownik magazyny, stacje przesyłowe i rurociągi, tak jak i zakłady energetyczne czy rafinerie. Wydawało się, że u nas to niemożliwe, ale przecież Nord Stream sam z siebie nie wybuchł…
Pełna wersja artykułu dostępna jest od str. 147 w magazynie Kierunek Energetyka 2/2025
Komentarze