Partner serwisu
Tylko u nas
03 kwietnia 2025

Przyszłość gazu ziemnego? Wyboista

Kategoria: Artykuły z czasopisma

Zapowiadają się ciekawe czasy dla gazu ziemnego. Może nie „złota era”, jak kiedyś prognozowała Międzynarodowa Agencja Energii. Raczej pełna napięć i zawirowań… Nie wszyscy dostąpią tej świetlanej przyszłości najbardziej ekologicznego paliwa kopalnego. Polska musi znaleźć swoje miejsce na peryferiach rynku, najboleśniej dotkniętego zmianami.

Przyszłość gazu ziemnego? Wyboista

Globalna przyszłość gazu ziemnego na najbliższe lata rysuje się w dość jasnych barwach. Przede wszystkim z powodu niezwykłego rozwoju technologii wydobywczych, które – wynalezione w Ameryce, gdzie od 2005 roku mamy rewolucję łupkową – pozwoliły na dotarcie do nowych zasobów i w efekcie – podwojenie wydobycia w USA. Inni, głównie Chiny, ale także Argentyna, idą śladami lidera i również sięgają po coraz trudniejsze złoża. Druga kluczowa technologia to skraplanie (zmniejsza objętość 600 razy) i transport zmrożonego gazu. Włączyła ona do światowego rynku gaz tak zwanych „odległych zasobów”.

Rynek gazu, po szokowych uderzeniach covidu i konfliktu ukraińskiego, wrócił do trendu wzrostowego – w 2024 r. wzrósł o 115 miliardów m3 (6-krotnie więcej niż roczne zużycie Polski), czyli 2,7% r/r. To znacznie lepiej niż w ostatnich latach (~2% w latach 2010-2019 i ~1% między 2019 a 2023). Najwięcej do tego trendu dodały Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja.


Transformacja energetyczna

Transformacja energetyczna była trendem do niedawna torującym drogę nowemu surowcowi i usuwającym głównego konkurenta – węgiel. O ile gaz ziemny jest dostępny w ogromnych ilościach, o tyle węgiel – w jeszcze większych. Udokumentowanych zasobów gazu świat ma na 50 lat, podczas gdy węgla – na 140 lat zużycia. Zasobów geologicznych – znacznie, znacznie więcej. W Europie węgiel skreślono politycznymi decyzjami, co my, jako kraj, odczuliśmy najpoważniej. Ale w Stanach Zjednoczonych węgiel przegrał z powodów rynkowych. Nowe technologie umożliwiły wydobycie takich ilości gazu ziemnego i po tak niskich cenach (przypomnieć warto: cztero-, a nawet 5-krotnie niższych niż te w Europie), że węgiel przestał być królem energetyki nawet w Ameryce, dysponującej gigantycznymi, bardzo łatwo dostępnymi (proszę pogooglać: „coal mountain top removal mining”) i niewiarygodnie tanimi złożami węgla kamiennego.

Jednak zielona globalna agenda została poważnie osłabiona niedawnym wycofaniem się Waszyngtonu. Nie będzie ona więc odgrywała już tak decydującej roli. No, może jedynie w Europie, która tak mocno zaangażowała się w inwestycje w OZE, że trudno będzie się z tego wycofać. Jednak nawet w najbardziej radykalnych scenariuszach transformacji jakieś energetyczne wsparcie jest konieczne dla utrzymania systemu. Tymczasem powrotu do węgla już nie będzie. Powód: koszty środowiskowe, zanieczyszczenia pyłami i czarny pijar. Z kolei blokady energii jądrowej są poważne, oparte na nieprzystawalności dzisiejszego modelu finansowego do kosztów kapitałowych tego supertechnologicznego źródła energii. Pozostaje więc tylko gaz, którego emisyjność (przypomnijmy – to niewiele mniej, bo 60% emisji z węgla) nie będzie chyba zbytnio kłuła w oczy. Gaz dla energetyki ma też ogromną zaletę – krótki czas realizacji i niskie koszty kapitałowe projektu, co jest poważnym atutem w dzisiejszym świecie, zdominowanym przez szybkie zwroty z inwestycji.


Geopolityka gazu

Jednak gazowe perspektywy na najbliższe lata nie będą spokojne. To nie czas dominacji jednego gracza, który panując nad całością, mógł ustanowić „ład wolnorynkowy” i go egzekwować. To moment ostrego starcia odmiennych strategii i ideologii. Z jednej strony będziemy mieli ciągły „kryzys klimatyczny”, w którym planeta wręcz płonie z powodu spalania paliw kopalnych. To hasło Europy, a naprzeciwko stają USA, realizujące strategię „globalnej dominacji energetycznej”. Napięcia polityczne między największymi graczami rynku gazowego nie znikną, bowiem idzie walka o rynki zbytu i dochody. Ci mniej wpływowi gracze, starający się sprytnie lawirować między gigantami, to zarówno eksporterzy (Rosja czy Iran), jak i importerzy (Chiny, Japonia, Korea). I właśnie nie transformacja, ale geopolityka będzie głównym czynnikiem decydującym o najbliższej przyszłości gazu. Najbardziej widowiskowym aktorem tego pola bitwy będzie nowy prezydent USA, który właśnie rozpoczął osłabianie zwolenników walki o ratowanie klimatu.

Do zagrożeń geopolitycznych dochodzi także wojna. Ostatnimi laty w Europie infrastruktura energetyczna, także gazowa, była celem militarnym. Obie strony wojny ukraińsko-rosyjskiej wzięły na celownik magazyny, stacje przesyłowe i rurociągi, tak jak i zakłady energetyczne czy rafinerie. Wydawało się, że u nas to niemożliwe, ale przecież Nord Stream sam z siebie nie wybuchł…

 

Pełna wersja artykułu dostępna jest od str. 147 w magazynie Kierunek Energetyka 2/2025

źródło: Kierunek Energetyka 2/2025
fot. 123rf
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ